poniedziałek, 27 marca 2017

Noc na ulicy Czereśniowej

Książka, którą możemy "czytać" na wiele sposobów. Nie ma tekstu więc kreatywność jest tutaj mile widziana :)
Można pójść na tzw. łatwiznę, podać dziecku i niech ogląda samo, ale...No właśnie nie o to przecież chodzi. My, dorośli jesteśmy po to, by dzieci mogły nas pytać i byśmy im tłumaczyli, wyjaśniali i opowiadali o świecie. A opowiadać można wiele na podstawie widzianych ilustracji.
Mamy latające w tle nietoperze i sowy, które można zobaczyć wyłącznie w nocy, a więc dla dzieci z pewnością zwierzęta tajemnicze. Są ludzie, pilnujący nocą porządku i bezpieczeństwa i mowa nie tylko o policji. Znajdziemy też  wszędobylskie koty  a nawet skradającego się złodzieja.
Widzimy, jak wygląda noc w sklepach, mieszkaniach, muzeum, na dworcu kolejowym albo stacji benzynowej, a nawet na pastwisku.
Proste, pomysłowe i wymagające koncentracji, kreatywności i spostrzegawczości. Jeśli spełnimy chociaż jedno z tych wymagań, zabawa jest gwarantowana. Przy okazji rozmowa z dzieckiem, nowe wiadomości i wspólne spędzenie czasu. Czegóż chcieć więcej? :)

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Noc na ulicy Czereśniowej; Autor: Rotraut Susanne Berner; Wydawnictwo Dwie Siostry. Oprawa twarda. 12stron.

czwartek, 23 marca 2017

A ja ciebie zjem!

Przeczytane, ale..
Z jednej strony szacunek za wieloletnią twórczość autorki, poznaną przeze mnie, jeszcze we wczesnej młodości. Z drugiej, zrozumienie potrzeb dzieci. No i kropka, to znaczy jestem w kropce, bo książka mnie mocno zaskoczyła. Mnie, jako dorosłą, bo niestety dla dzieci okazała się nieodpowiednia, powiem wprost: nie podobała się i znudziła w połowie. Doczytałam sama i zastanawiam się teraz, co napisać, bo również mam mieszane uczucia.
Zacznę może od wspomnienia. Pamiętam taką scenę z książki "Zapałka na zakręcie"; kiedy babcia głównej bohaterki krząta się po kuchni i wnuczka podziwia każdy jej ruch, wyważony, przemyślany, potrzebny i skuteczny. Żadnych niepotrzebnych czynności, wszystko "akurat". I może to byłoby najlepsze porównanie tego tekstu, który znalazł się w książeczce "A ja ciebie zjem!"...tylko, że to porównanie wychodzi niekorzystne dla książki. Znalazłam w niej dużo właśnie "nieakuratnych" słów. Przebija zbyt rozbudowana treść, takie iście kobiece podejście w opowiadaniu, którego głównym bohaterem jest kilkulatek i to od niego i jego przemyśleń wychodzą te rozłożyste zdania, opisy, wąchanie kwiatów czeremchy, czy powtarzanie z uporem maniaka, czy dodać jajko do ciasta, czy nie dodawać, bo będzie zbyt mało ścisłe albo zbyt twarde, albo...
No i tak dalej to się plecie, a w całości wychodzi nam obraz małego chłopca, wychowywanego przez dwie kobiety, mamę i babcię. Tutaj nie pojawia się tata, a nawet dziadek, jak się dowiadujemy, mieszka w innym domu niż babcia. Mężczyzna - wujek głównego bohatera, pojawia się wyłącznie w rozdziale na temat powtarzania brzydkich słów, zatem jako postać niezbyt pozytywna. W tej zresztą historii poznajemy zaskakującą reakcję mamy kilkulatka na jego niegrzeczne zachowanie - obrażenie i milczące, nieruchome siedzenie na ławce. Czy to najlepszy sposób na uczenie dziecka i przekazywanie mu prawidłowych wzorców? Hmm...
Jeszcze taki drobiazg. Czy niedziela jest najodpowiedniejszym dniem do robienia gruntownych porządków w domu?Naprawdę nie ma innych terminów? Znajdziemy w tej książce jeden cały rozdział, poświęcony właśnie niedzieli, dniu sprzątania u babci w starym pawlaczu, na który to dzień, mały Jaś czeka cały tydzień. Mama nawet maluje ten pawlacz. I co mam powiedzieć dzieciom przy czytaniu takiego rozdziału, jeśli w naszym domu uczymy ich zupełnie czegoś innego?
Zważywszy nawet na stare czasy, w których głównie tworzyła autorka, wiem, były inne, ale nawet wtedy, w głębokim, antykościelnym "peerelu" sprzątanie zawsze odbywało się w soboty. Niedzieli nikt do tego nie włączał.
No i nie wyszło pozytywnie, ale i odczucia są takie po przeczytaniu tekstu.
Wspomnieć oczywiście należy o rozdziale na temat brzydkich słów, których to nie należy używać. Jest też opowiadanie o banku i pieniądzach oraz o sąsiedzkiej pomocy.
Tylko, czy dla tych kilku akapitów warto brnąć przez całą tę książkę - nie wiem. Oceny na pewno będą różne, nawet nie wiedziałam, że książka adresowana dla najmłodszych może wzbudzać tyle odczuć we mnie, jako dorosłej osobie.
Ogólnie podsumowując; język, którym została napisana książka jest miejscami zbyt zawiły i nieprzyswajalny dla kilkulatków, a dla starszych dzieci treść będzie nieodpowiednia.
Ta książka jest też osobistym wspomnieniem życia i wychowywania ukochanego wnuka autorki i chyba w takiej formie powinna pozostać. Bez względu na jej pisarską przeszłość i większe możliwości barwnego przekazania tych wspomnień, taki tekst chyba lepiej pozostawić w szufladzie, dla najbliższych w rodzinie i samego bohatera oraz może jego dzieci, by poczytał im, kiedy będzie już dorosły.


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: A ja ciebie zjem! Autor: Krystyna Siesicka Wydawnictwo:Akapit Press.oprawa twarda. 62stron.


środa, 22 marca 2017

Mania mała ogrodniczka (świetny temat na wiosnę)

Dla miłośników natury i własnego ogródka jest to wyjątkowo miła dla oka pozycja.
Każdy, kto ma cokolwiek wspólnego z uprawą roślin, utwierdzi się w przekonaniu, że obcowanie z naturą to wspaniała sprawa, a uczenie tego dzieci jest ważne i jak najbardziej właściwe.
Dowiemy się zatem z książeczki kilku istotnych szczegółów i zasad prowadzenia domowych warzywników. Jak rośnie groszek, rabarbar, czy por albo sałata. Kiedy sadzić poszczególne rośliny, jak o nie dbać, co lubią, a czego nie tolerują.
Do tego humorystyczne i poglądowe rysunki, o tym, jak co wygląda, kto kogo zjada w ogrodzie (bez obaw; chodzi o stonki, ropuchy itp.:)) Albo jak postępować z zakupioną w sklepie czy na targu sadzonką. Wszystko smacznie, na wesoło i dla dzieci
Przyznaję, że moja opinia jest mocno subiektywna. Po pierwsze bardzo lubię program "Maja w ogrodzie" i samą prowadzącą, za jej naturalny sposób bycia, a po drugie lubię prace w ogrodzie i wszystko, co z nim związane. Tak więc o książce nie sposób mi powiedzieć złego słowa. :)
Pewne jest, że nie wszystkie dzieci zostaną zachęcone do prac na grządkach, trawnikach itp, ale pamiętajmy jedno, nie wystarczy sama książkowa zachęta, warto dawać przykład swoją pracą i pasją.
Polecam zatem wszystkim pasjonatom i ich dzieciom, a nie-pasjonatów serdecznie zachęcam, może akurat coś "zaiskrzy" :)




Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Mania mała ogrodniczka. Autor:Maja Popielarska Wydawnictwo:Muza.oprawa twarda. 40stron.

czwartek, 16 marca 2017

"Baśnie chińskie"

Seria "Bajki i legendy świata", a w niej baśnie chińskie. Przyjrzyjcie się dobrze okładce, a tam już dostrzeżecie charakter opowieści...
Nie spodziewajcie się miłych, lekkich historyjek o zwierzątkach i wróżkach. Jest życiowo, chwilami chyba aż za bardzo, zważywszy, że to książka dla dzieci. Klasyka zobowiązuje. Historia kraju i mieszkańców Chin również. Każdy, kto chociaż trochę zna temat, rozpozna w baśniach z dalekiego kraju, klimat, który trwa tam od wieków i nadal chwilami przeraża swoją bezkompromisowością wobec życia człowieka.
Mamy więc opowieść o braciach Li - i tutaj od razu ostrzeżenie o przykrych działaniach wobec nich, próbie podpalania, ucinania głowy i innych morderczych zamiarach.
Mamy historię córki mistrza, który z najdroższych materiałów wytwarza wielki dzwon, ale by dzieło było doskonałe, potrzebna jest największa ofiara, życie dziewczyny. I niestety znów opis, gdy bohaterka rzuca się w roztopiony metal i ginie.
Ja wiem, że są  bardziej dramatyczne sceny w grach komputerowych, a nawet w telewizyjnych informacjach nie szczędzą nam widoku krwi i zabitych ludzi, ale czy to konieczne dla młodego umysłu?
Oczywiście uda się znaleźć baśń bez rozlewu krwi, jak na przykład "Żółty bocian" czy "Jak zważyć słonia" i te można spokojnie przeczytać. Kończą się przesłaniem i zwycięstwem dobrych wartości.
Baśnie chińskie są stare i powtarzane od wieków. Rozumiem. Nie polecam mimo to, tym całkiem małym dzieciom, a i starszym, wrażliwym również nie.
Niech każdy robi, jak uważa, ale i tak warto, by rodzice zapoznali się z nimi sami i nie musieli przerywać czytania przy dziecku lub zmuszać się do szybkiej zamiany tekstu, by skończyć opowieść, A wszystko po to, by obyło się bez późniejszych nocnych koszmarów.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Baśnie chińskie. Autor:praca zbiorowa.Wydawnictwo:Sara.oprawa twarda. 32strony.

wtorek, 14 marca 2017

"Franklin i skaczące buty"

Przygody z Franklinem przeważnie czegoś nas uczą. Tym razem uczy się też Franklin.
Wprawdzie nie uczestniczymy z nim w kursie skakania na butach, ale dowiadujemy się ponownie czym jest prawdziwa przyjaźń.
Skakanie na butach wcale nie jest tak łatwe, na jakie wygląda. Franklin ma trudności z opanowaniem tej sztuki, a tym samym naraża się na żarty niektórych kolegów. Od czego jednak jest najlepszy przyjaciel. Miś podaje Franklinowi pomocną dłoń, a nawet dwie :)
Opowieść krótka, o wspólnej zabawie, ale i o przyjaźni, z bardzo wesołym zakończeniem.

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Franklin i skaczące buty. Autor:P.Bourgeois.B.Clark.Wydawnictwo:Debit.oprawa miękka. 24strony.

poniedziałek, 13 marca 2017

"Przygody leśnej rodziny"

Rymowanki, wierszyki. Jedni nazwą je infantylnymi, z prostymi rymami, a inni będą cieszyć się płynącym rytmicznie wierszem. My należymy do tych drugich :)
Opowieść o leśnej rodzinie małych myszek. Jest mama Basia, tata Henryk oraz dzieci Jaś i Kasia. Malutkie myszki, mieszkające w drzewie (od razu zdradzę, ze jest piękna ilustracja tego drzewa-mieszkania od wewnątrz i jest tam bardzo przytulne :))
Tekst podzielony na różne tematy poruszone w rymowance. Mamy więc opowieść o niesłuchaniu rodziców, o wzajemnej pomocy w potrzebie, kiedy komuś w rodzinie przydarzy się zwichnięta nóżka, o wspólnych rozrywkach (konkurs na najlepsze ciasto), a nawet o pierwszej mysiej miłości :). Myszki mają wielu przyjaciół. Poznamy więc uczynną kaczkę, pomocnego zająca i mnóstwo, mnóstwo małych myszek.
Piękne ilustracje dopełniają treści i pozwalają na przeniesienie się do miłego i kolorowego miejsca, jakim jest las małych myszek.


Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł:Przygody leśnej rodzinki; Tekst polski: B.Badowska.; Wydawnictwo: Siedmioróg. Oprawa twarda. 96 stron.

piątek, 10 marca 2017

"Noddy, zrób to sam!"

Noddy wydawał nam się zawsze bardzo samodzielnym i niezależnym bohaterem, a tutaj niespodzianka...Noddy biega ze wszystkim do Wielkouchego i prosi go o pomoc, nawet przy zawiązywaniu sznurowadeł. Ups! Prawdziwe zaskoczenie.
Wielkouchy ma już dosyć tych ciągłych odwiedzin i opracowuje plan nauczenia Noddy'ego samodzielności. Plan jest niezbyt skomplikowany i nawet małe dziecko, oglądając tę książkę, go przejrzało, ale to nie szkodzi. Plan zadziałał, a mały czytelnik dowiaduje się, jak można w prosty sposób, samemu sobie poradzić z różnymi sprawami i, że nie jest to żaden kłopot, a wręcz przeciwnie, powód do dumy i dobrego samopoczucia.
I o to właśnie chodziło Wielkouchemu, o to również chodzi rodzicom. :)
Bohater i ilustracje wprost z telewizyjnej bajki, a można posłuchać historii z Miasteczka Zabawek, bez włączania ekranu telewizora, komputera itp. urządzeń...i o to też chodziło ;)

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł: Noddy, zrób to sam!; Autor: praca zbiorowa ; Wydawnictwo: Egmont . Oprawa miękka. 32strony.