Kaktus na parapecie


Literatura dziecięca podsuwa nam często temat podróży w czasie, który skądinąd bardzo lubię w książkach. Może i naiwny, może banalny, ale zawsze odnajduję w nim coś, co potwierdza tylko moją sympatię. Tym razem jest podobnie, a dodatkową atrakcją była podróż w lata, nie aż tak bardzo odległe. Mikołaj, bohater tej historii przenosi się bowiem do przełomu lat 70 tych i 80tych ubiegłego wieku.
Szkoła podstawowa, mundurki, zadziwiające zasady nauczania i zachowania na lekcjach - oczywiście jak dla obecnych uczniów, bo tych "muśniętych" przez komunizm niewiele dziwi...

Nieprawdopodobne zmiany, jakie zaszły na przełomie wieków, odcisnęły piętno na ludziach i wywołują dziś wiele różnych emocji; czy to zakłopotanie, zdziwienie, zaskoczenie, smutek i żal, że nie było tak łatwo, kolorowo i lekko, jak teraz, ale i nostalgiczne refleksje, że tak ciężkie czasy zahartowały ludzi i dodały sił przy niejednej trudnej sytuacji w życiu. Po prostu nauczyły, jak radzić sobie z problemami, brakami na półkach, w usługach, w życiu codziennym. No i oczywiście, jak cieszyć się życiem obecnym, możliwościami, wolnością i doceniać wszystko, kiedy już jest łatwiej... 

 Słynny autobus-ogórek...o nim nawet powstała kiedyś nostalgiczna opowieść. 

Oto Mikołaj z lat współczesnych wpada w wir wydarzeń roku 1979. Brak podstawowych narzędzi komunikacji - telefonu, laptopów, smartfonów, tabletów no i kilku innych atrybutów nowoczesnego człowieka, wprawia go najpierw w osłupienie, potem niedowierzanie i wielkie zdziwienie, jak w ogóle żyć?! Wkrótce pojawiają się również inne "braki", Telewizor, mały, bez pilota i...bez koloru! Kolekcjonowanie puszek, kino, gdzie nie ma nawet popcornu, gra w kapsle, a nawet brak zwyczajnych, kolorowych naklejek do zabawy, w sklepach.

Niesamowitym wrażeniem jest dla małego chłopca rodzaj swobody i wolności w decydowaniu o sobie, jednym słowem dziecko z kluczem na szyi, symbol czasów PRL. I co najbardziej utkwiło w pamięci, to refleksja Mikołaja na temat rodziców, czy im w ogóle zależy na swoim dziecku, skoro zostawiają go samego w domu, pozwalają na samodzielne wychodzenie do kolegów, na podwórko. Nawet niezbyt interesują się jego postępami w nauce czy naganną uwagą w dzienniczku...To również symbol czasów sprzed 40 lat, kiedy obowiązywał "zimny wychów". Wiele o takich podobnych zasadach i sytuacjach czytałam jakiś czas temu w zabawnej skądinąd książce, ale i wzbudzającej często śmiech przez łzy, o czasach, gdy żyło się inaczej Absurdy PRL-u. I teraz, w  "Kaktusie na Parapecie" odnalazłam sporo scen, które potwierdzają prawdę o tamtych latach. Wprawdzie z perspektywy szkolnej, dziecięcej, ale jednak bardzo wiarygodnej. 

 Pomoc rolnikom w czasie wykopków, w pracach polowych była obowiązkowa, ale i rozrywkowa :)...
Szare ulice, bez korków, ale i bez wszędobylskich, nachalnych reklam. Komputery wielkości całego pokoju, dostępne w nielicznych instytucjach. Parzenie kawy i ploteczki podczas biurowej pracy oraz papierosowy dym, kłębiący się w domach, na spotkaniach towarzyskich czy w windzie. Wyjazdy rodzinną syrenką czy popularnym wówczas autobusem- ogórkiem, w których spaliny i hałas, odciskały piętno na pasażerach i skutecznie zniechęcały do jazdy.
Czas zakłamany i wmuszający w ludzi fałszywe historie i paradoksalne zachowania. Prawda o świecie i polityce, za którą można było nie tylko zostać wyrzuconym ze szkoły, środowiska, ale i nawet stracić wolność, czy życie. To wszystko przewija się w tle, a na głównym planie zabawne, pouczające i niezwykłe, choć przecież codzienne życie młodego człowieka w czasach PRL-u.

 Komputer, który zajmuje cały pokój, to jeszcze widok sprzed 40 lat...
Mikołaj odwiedzający rok 1979 dowiedział się bardzo wiele, z pewnością też zmienił swoje opinie na wiele tematów i zachowania. W zakończeniu troszkę zabrakło mi odwiedzin u kolegi, którego Mikołaj poznał podczas swojej podróży w czasie. Krzysiek z roku 1979 bardzo pomógł mu zaaklimatyzować się i w szkole i w domu. Wprawdzie teraz już byłby dorosłym człowiekiem, lecz z czystej ciekawości, chciałam się dowiedzieć, jak potoczyły się jego losy. Ale może i o nim kiedyś powstanie kolejna część na przykład "storczyk na parapecie", który w obecnych czasach króluje wśród doniczkowych kwiatów i jak kiedyś kaktus, jest ich znamiennym symbolem. ;)


 A oto potencjalni tytułowi bohaterowie przyszłych powieści, którzy nam współcześnie pięknie i kolorowo kwitną w zimowe dni :)

Niekoniecznie/ Warto dać szansę / Polecam/ Polecam jak najbardziej:)

Tytuł:  Kaktus na parapecie Autor: Magdalena Zarębska Wydawnictwo: Skrzat Oprawa miękka, 240 stron. 


Komentarze

  1. Heh! To może być fajne. Bardzo lubię literaturę dziecięcą, choć ze mnie już stara baba jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie podróże w czasie są właśnie najciekawsze dla nas, dorosłych. Wspomnienia, skojarzenia, jakieś obrazy z przeszłości... :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza